Przed meczem z Radomiakiem Radom, odsłonięte zostały dwie figurki, w Białymstoku zwane WidziMisie 🙂 . Jest to ojciec z synem, patrzą na siebie i obaj mają szaliki uniesione ku górze. Widzimisie znajdują się na promenadzie prowadzącej na stadion, obok pomnika 42. Pułku Piechoty. Projekt został zrealizowany z Budżetu Obywatelskiego.

Poniżej przedstawiamy ciekawy opis od naszych Ultrasów:
WidziMisie to nie lada atrakcja turystyczna, dlatego teraz „pozaciągamy” po swojemu.To je dopiro historia! Kolejne te małe niedźwiadki z projektu #WidziMisie , co to je ludzie sami sobie w Budżecie Obywatelskim wymyślili, stanęły se w Białymstoku. Te rzeźby pokazujo niedźwiadki, co to niby pasujo do tego miejsca, gdzie siedzo. A cała ta heca to niby przez to, że ludzie z Polski gadajo, że u nas białe niedźwiedzie po ulicach popitalajo. No to my im na przekór te miśki postawili, żeby widzieli, że my swój honor mamy!Ten bohater spod stadionu to jest #WidziMiś Kola. Legenda mówi, że on prościutko z Sybiru do nas przygnał ze swoim małym. Może i z tego sybirskiego Białegostoku, co to go kiedyś nasi tam pozakładali. Sybirski mróz go tak wyhartował, że chłop jest twardy i nieustępliwy – akuratnie jak stal. I tacy samo so nasi kibole: ich wierność wykuwała się w bidzie i surowych realiach, jak Jaga jeszcze po trzecich i czwartych ligach kopała, a na trybunach to się nie raz i nie dwa z zimna skakało i samogonkę popijało, żeby nie zamarznąć.„Pijmy bimber, jedzmy śledzie, będziem silni jak niedźwiedzie!” – tak się darli wszyscy, jak Jaga jeszcze na połowie stadionu Hetmana mecze grała. Bo u nas, panie, bez śledzika i bez dobrego swojskiego bimberku to ani rusz! To jest nasza siła, to jest nasz podlaski charakter.Bo to jest tak: pasja nie bierze się z powietrza, ona rośnie razem z nami. Każdy przecie pamięta ten swój pierwszy mecz, jak go ojciec czy dziadek za rękę wziął, a ktoś inny szalik pożyczył, żeby dumnie barwy prezentować. Ten pomnik to ojciec i syn – widać, jak to kibicowanie to jest wspólna droga. Młody patrzy w ojca jak w święty obrazek i dumnie pokazuje te nasze żółto-czerwone pasy.A przypatrzcie się no uważnie, jakie tam so detale, bo to nie byle co:• Duży niedźwiedź (ojciec): ma szalik, co go pierwsze stowarzyszenie kibiców wydało (SSJB) jeszcze przed meczem z Odrą Opole w sezonie 2006/2007. To już kawał historii, panie!• Mały niedźwiadek (syn): ten to dumnie nosi klasycznego „pasiaka”. Takie szale to już w sezonie 1978/1979 nosili, jak to się wszystko u nas na dobre zaczynało. Dzisiaj taki stary oryginał to prawdziwy biały kruk, ze świeco szukać po szafach i strychach.Zanim ten Kola na amen siadł pod stadionem, to on się po całym mieście szwendał w barwach Jagiellonii. Ale u kibiców to on już dawno swój był. Bo u nas na Podlasiu to my tacy so – może i „zaciągamy” po swojemu, może i „śledzikujemy”, ale jak przychodzi co do czego, to braterstwo i lojalność mamy we krwi. Jak kochamy, to na całe życie, czy to klub, czy to naszo żonke.Historia Koli pokazuje, że jak ludzie mają pomysł i chęci, to nawet miejska legenda może stać się prawdziwym pomnikiem. Poznajcie ją cało – od naklejek, grafów na murach i opraw, po ten oficjalny monument, co to teraz pod stadionem cieszy oko.








